OSTATNI PŁATEK ŚNIEGU
Na skraju lasu stało stare, rozłożyste, potężne drzewo. Jeden z jego konarów, gruby i wielki, był już od wielu lat uschnięty.
Każdej zimy całe drzewo pokrywała spora warstwa śniegu. A tej zimy śnieżne opady były szczególnie obfite. Wirujące płatki śniegu nieustannie spadały na potężny, od wielu lat już suchy konar i tworzyły na nim imponującą, białą czapę.
Mijał krótki, zimowy dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Wokół było biało i cicho. Pojedyncze płatki śniegu w dalszym ciągu wirowały i opadały bezgłośnie na potężny, martwy konar. Poszczególne śnieżynki nie ważyły nic, a jedna była niepodobna do drugiej i każda była odmienna od wszystkich pozostałych...Czapa śniegu na martwym konarze rosła powoli i bezgłośnie. Aż pewnej nocy, uginając się pod białym, rozpraszającym ciemność ciężarem, konar zaczął trzeszczeć. Śnieg jednak padał nadal. Pojedyncze płatki wciąż osadzały się na gałęziach drzewa, powoli i bezgłośnie. A każdy płatek ważył tyle co nic, i wcale nie był podobny do drugiego, i był całkiem odmienny od wszystkich pozostałych...
W pewnym momencie na martwy od lat konar spadł jeszcze jeden, zwyczajny płatek, który sam nie ważył nic i był całkiem inny niż wszystkie pozostałe...Konar zatrzeszczał ostatni raz, po czym złamał się i rozpryskując śnieg na wszystkie strony, z głuchym hukiem uderzył o białą, odświętną ziemię.
Być może, kiedyś marzyłaś, marzyłeś, by naprawić ten świat.
Rozsądek powiedział Ci jednak, że sam niewiele możesz zdziałać.
A może jesteś tym ostatnim płatkiem śniegu?...
Jan Raudner