KRAINA SZCZĘŚCIA - Jan Raudner
Pewnego dnia, potężny i wszechwładny król Krainy Szczęścia wybrał się na Ziemię, by zobaczyć, jak żyją zwykli ludzie.
Spacerował po miastach dużych i mniejszych, wędrował po wsiach i przysiółkach. Spotykał różnych ludzi; bogatych i biedniejszych, mniej i bardziej szczęśliwych, młodych i starych. I w każdym miejscu, w którym zatrzymał się nawet na krótką chwilę, głosił wszem i wobec:
- Kochani ludzie, ja, król Krainy Szczęścia, zapraszam was, za rok, do odwiedzenia mojego królestwa, do odwiedzenia Krainy Szczęścia.
- Kto chce odwiedzić potężnego i dobrego króla Krainy Szczęścia, niechaj cenny prezent dla króla przyniesie, by ucieszyć jego oczy i serce dobrotliwe.
- wołali donośnie prawdziwie po królewsku odziani, uśmiechnięci i weseli heroldowie.
Nie wszyscy jednak mieszczanie, kupcy, wieśniacy, czy ludzie jeszcze innych stanów, mieli możność usłyszeć heroldów króla Krainy Szczęścia, a ci, którzy usłyszeli to niezwyczajne zaproszenie, zachowali je w tajemnicy. Każdy przecież chciał przygotować najwspanialszy i niepowtarzalny prezent dla potężnego i dobrego króla Krainy Szczęścia.

Ogrodnik postanowił wyhodować najwspanialszą różę. Różę tak piękną, jakiej oko ludzkie jeszcze nie widziało. Stolarz zapragnął zbudować dla króla Krainy Szczęścia najładniejszą, spośród wszystkich, które kiedykolwiek na Ziemi zrobiono, szkatułę, koniecznie misternie rzeźbioną. I każdego wieczoru, całymi godzinami pracował nad nią, by była tak piękna, jak na prezent dla króla przystało. Złotnik zaś, chciał podarować królowi pierścień - najbardziej fantazyjny i oryginalny w swojej artystycznej wymowie. Całymi tygodniami rzeźbił i grawerował, by kunsztem wykonania przewyższyć wszystkie znane arcydzieła sztuki złotniczej. Piekarz mieszał marcepany i najbardziej egzotyczne bakalie - miała z tego powstać niepowtarzalna kompozycja smakowa - dla króla Krainy Szczęścia sprawdzał różne rzadkie receptury, zmieniał je i udoskonalał, by powstało ciasto niepospolite: dzieło sztuki cukierniczej!
I tak każdy biedził się i wysilał, ale w tajemnicy przed innymi, bo każdy chciał przyćmić wspaniałością swego upominku wszystkie inne prezenty.
A kiedy tak wszyscy pilnie pracowali, równocześnie, bliżej lub dalej, w coraz to innej okolicy, grasował znany powszechnie rzezimieszek.
Jeden z takich, co to kradną, jednak innych szkód i krzywd większych nie czynią. Toteż tolerowano go i traktowano z przymrużeniem oka. Każdy wiedział, że w rzeczywistości chętny był ludziom do pomocy, chociaż nie można było na nim zbytnio polegać.
Tenże rzezimieszek, jakimś tam, swoim sposobem, dowiedział się o zaproszeniu do Krainy Szczęścia. Było to właśnie tego dnia, w którym miały się otworzyć ciężkie wrota Krainy Szczęścia, a król miał osobiście pokazać się przybyłym ludziom i zaprosić ich do środka. A może nawet na wspaniałą biesiadę?
Kiedy ogrodnik ukradkiem, ale zapewne i z dumą, pomykał w kierunku Krainy Szczęścia, kiedy stolarz starannie i ostrożnie pakował swoją wspaniałą szkatułę, kiedy złotnik ostatni raz polerował niebywałej piękności pierścień, a piekarz, nakładając na ciasto ostatnią polewę o finezyjnym smaku i zapachu, w ten sposób wieńczył swoje dzieło - rzezimieszek pobiegł do biednej wdowy, która mieszkała po lasem.
- Chodź, chodź szybko - wołał z daleka - król Krainy Szczęścia zaprasza nas dziś do siebie!
A gdy, już we dwoje, szli na spotkanie z królem, krzyczał na cały głos:
- Ludzie, chodźcie z nami! Chodźcie z nami do Krainy Szczęścia!
I zbierali się tłumnie ludzie biedni i bogaci, młodzi i starcy, smutni i weseli.
Kiedy ogrodnik znalazł się tuż przed otwartymi wrotami Krainy Szczęścia - zauważył, już po drugiej stronie, przydrożne chwasty, które swoim pięknem przyćmiewały tę najwspanialszą, w jego wyobrażeniu, różę.
Król Krainy Szczęścia patrzył jednak dobrotliwie i bez wzgardy na jego prezent. Życzliwie przyjął też dary złotnika, stolarza i piekarza. Ale na samych ofiarodawców jakby nie zwracał większej uwagi.
Z oddali słychać było dziwny szum. Powoli zbliżała się ni to szara, ni to kolorowa masa ludzi; krzyczących, śmiejących się głośno, śpiewających. Na jej czele szedł rzezimieszek i nieustannie wołał:
- Ludzie, ludzie, chodźcie! - dzisiaj król Krainy Szczęścia nas oczekuje!
A kiedy król Krainy Szczęścia zobaczył ten nadciągający pośpiesznie i ciągle rosnący tłum ludzi, uśmiechnął się serdecznie, szczerze i wyciągnął do nich ręce.
Mam nadzieję, że gdy pewnego dnia król Krainy Szczęścia poleci otworzyć bramy swojego królestwa...
Jan Raudner
do góry