KAMIEŃ FILOZOFICZNY
Przed wielu, wielu laty, czyli dawno, dawno temu, spłonęła pewna bardzo znana i ważna biblioteka.
Spaliły się wszystkie bezcenne i niepowtarzalne zbiory, ważne i mniej ważne dzieła, z wyjątkiem jednej, jedynej książki, którą uratował pewien nieznany człowiek. Jak wieść niesie, była to niewiele znacząca dla dorobku literackiego książeczka i nikt nawet nie pamiętał jej tytułu ani treści. I nie byłoby w tym zdarzeniu nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że z tyłu, na okładce ocalonego tomu, ktoś zapisał wprawną ręką, chociaż niezbyt czytelnie, pewną cenną wiadomość. Była to informacja o tym, jak odnaleźć czarodziejski kamień filozoficzny, który przez potarcie zamienia w złoto każdy metal.
Poszukiwany od dawien dawna, ów czarny talizman, miał być ukryty na kamienistej plaży, nad morzem Czarnym, pośród tysięcy takich samych, czarnych, chociaż zwyczajnych kamieni. Tak przynajmniej głosił ten uratowany wraz z książką, stary, pisemny przekaz.
Od zwykłych kamyków miał się odróżniać tylko tym, że w dotyku był ciepły i przyjemny.
Człowiek, który dzięki ocalałym zapiskom dowiedział się, gdzie szukać magicznego kamienia, postanowił odnaleźć to miejsce i zdobyć wymarzony skarb, by potem, wykorzystując jego czarodziejską moc, zostać Bogatym Człowiekiem. Po kilku latach oszczędzania i gromadzenia pieniędzy wyruszył na poszukiwanie swojego szczęścia. Przybył na czarną plażę, rozciągającą się wzdłuż brzegów morza Czarnego i dzień po dniu, cierpliwie przeszukiwał każdy - nawet najbardziej trudno dostępny - jej odcinek.
Jeden, drugi i setny podniesiony z plaży kamień, jeśli tylko był w dotyku zimny i nieprzyjazny, wrzucał do morza. Pracował tak dwa lata i ciągle nie mógł natrafić na ten jedyny, wymarzony. Ale nie rezygnował.Codziennie, każdy podniesiony z ziemi, nawet najmniejszy, zwyczajny kamień, aby ponownie nie dostał się do jego rąk, jednym, zdecydowanym ruchem, odrzucał daleko w morze.
I tak mijały kolejne miesiące żmudnej pracy, a dobiegał końca już rok trzeci, odkąd Nieznany człowiek przybył nad morze Czarne.
On jednak nadal, nie dając za wygraną, prawie że mechanicznie podnosił, sprawdzał i odrzucał kolejne kamienie.
Pewnego dnia, na ułamek sekundy zamknął w swojej dłoni kamyczek, który był inny niż wszystkie dotąd; ciepły i przyjemny w dotyku
i ...jednym, wprawnym ruchem odrzucił (!) go daleko w morze...
Być może, często odrzucamy coś cennego, ot tak.... z przyzwyczajenia.
Jan Raudner